Jak to jest być dorosłym?

Żarty się skończyły! Czas zakasać rękawy i brać sprawy w swoje ręce – myślałem co tydzień pakując słoiki od mamy. Studia to wspaniały okres. Niby dorosły facet, ale nadal nie musisz ponosić wielkiej odpowiedzialności. Jeżeli podwinie Ci się noga, rodzice, rodzina na pewno pomogą. Zawsze możesz wrócić do domu, praktycznie zero konsekwencji. Co weekend wpada jakaś stówka na tzw. życie, mieszkanie opłacone – czego chcieć więcej? Układ idealny. Tylko czy taki system ma sens? Gdy brałem pieniądze nie miałem wątpliwości, że tak, jednak z perspektywy czasu nie jest to takie jednoznaczne. Kończymy studia bardzo często jadąc wyłącznie na domowym jedzonku i pieniążkach od rodziców. Bez własnej inicjatywy, bez zaangażowania. Żadnej pracy, bo przecież STUDIUJĘ. Nie oszukujmy się, doskonale wiemy jak wygląda życie studenckie ;>

W moim przypadku pod tym względem było nieco inaczej. Już na studiach miałem namiastkę dorosłości, przynajmniej pod względem pracy. Byłem (i nadal jestem) fascynatem pieniędzy. Albo jak kto woli materialistą. Raczej staram się unikać tego określenia, bo przez większość odbierane jest w sposób bardzo negatywny. Czułbym się pokrzywdzony gdyby przypięto mi taką łatkę, gdyż moim podejściem do finansów nie wyrządzam nikomu jakiejkolwiek krzywdy. Dosyć usprawiedliwiania się, czas na konkrety. Od początku uniwersyteckiej przygody łączyłem studia dzienne z pracą dodatkową. Organizowałem zajęcia w taki sposób, aby mieć wolne piątki. Szef pobliskiego zakładu betoniarskiego pozwalał mi pracować w dni wolne od zajęć, weekendy plus wakacje. Wykorzystywałem ten czas do maksimum. factory, fabrykaZ M. widywaliśmy się tylko w weekendy – studiowaliśmy w różnych miastach. Zdarzało się, że po ciężkiej pracy jechałem do niej tylko po to, aby ze zmęczenia zasnąć po 10 minutach od włączenia jakiegoś filmu. Na drugim roku jeszcze bardziej podkręciłem obroty. Doszła mi praca ‘w zawodzie’. Postanowiłem zdobyć jakiekolwiek doświadczenie i zatrudniłem się w jednym z biur geodezyjnych, gdzie wspólnie z grupą znajomych pracowaliśmy między zajęciami. Dodatkowo męczył mnie fakt, że w nadchodzące wakacje muszę zrobić praktyki. Bezpłatne. A przecież wakacje to w zasadzie jedyna możliwość, żeby fajnie zarobić! Jako jedna z pierwszych osób na roku (o ile nie pierwsza) dogadałem się z kolejną firmą geodezyjną na temat możliwości odbycia u nich praktyk w czasie trwania roku akademickiego. Zgodzili się, więc pozostało tylko wcisnąć nowe obowiązki w i tak napięty grafik. Było ciężko, ale dzięki temu było mnie stać na wiele rzeczy, o których mógłbym tylko pomarzyć bazując wyłącznie na dotacjach od rodziców. W dodatku udało mi się odłożyć pieniądze na pierwsze auto, o którym możecie przeczytać tutaj. Pomimo życia na pełnej petardzie, nadal przy każdej możliwej okazji starałem się wyręczać rodzicami, rodzeństwem czy kimkolwiek innym. Nie dorosłem w pełni do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie. Nawet po skończeniu studiów i podjęciu pracy z daleka od domu starałem się unikać odpowiedzialności. Rachunków pilnuje współlokator, w znalezieniu pracy pomaga kolega, dokumenty na studia zanosi siostra, organizacją wycieczek zajmuje się M. W sumie można by powiedzieć, że mam doskonałe zdolności menadżerskie i sprawnie deleguję obowiązki. A może po prostu dalej staram się wyręczać innymi ludźmi?

Nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka.

Wyjazd za granicę skutecznie sprowadził mnie na ziemię. Samemu trzeba znaleźć ubezpieczyciela, ogarniać prowadzenie domu, pilnować rachunków żeby finanse się ‘dopięły’. Samemu trzeba sobie radzić z problemami w pracy, naprawą samochodu, podpisywaniem umów w obcym języku i wiele innych. Nikt tego za nas nie zrobi. Być może dla części z Was takie sytuacje to codzienność i to od wielu lat, jednak dla mnie jest to pewnego rodzaju nowość. Ostatnio często łapię się na wspominaniu dzieciństwa, gdy wszystko było takie proste, a największy problem stanowił szlaban na boisko lub komputer. boisko, football, graTeraz trzeba pracować, żeby zarobić na mieszkanie czy inne równie ważne potrzeby. Za półtorej roku będę już głową rodziny. Brzmi poważnie, nieprawda? I pomimo ciągle rosnącej listy obowiązków, czuję się z tym dobrze. Mam dokładnie to, na co zapracowałem. Jestem tu gdzie jestem, ponieważ takie podjąłem decyzje i nic tego nie zmieni. Być może gdybym wybrał inny kierunek studiów, znalazł dobrze płatną pracę w kraju w ogóle nie musielibyśmy wyjeżdżać. Przeszłość nie ma już znaczenia i warto wziąć sobie tą uwagę do serca. Nie należy marnować czasu na rozmyślania o dokonanych wyborach i rzeczach, które już się wydarzyły. Jest tylko tu i teraz. Pracujemy w czasie teraźniejszym, nie przeszłym! Moim zdaniem dorosłość polega w dużej mierze na umiejętności odgrodzenia się od tego co było i skupieniu się na budowaniu przyszłości w chwili obecnej. Brzmi trochę zawile, wiem. Jednak jeżeli podejdziecie do sprawy w sposób obiektywny, zauważycie tą prostą zależność. Warto czasami się na chwilę zatrzymać i podziękować za to, co macie – bo jest mnóstwo ludzi na Ziemi, którzy oddaliby wszystko aby być na Waszym miejscu. Trochę zszedłem z tematu, ale uznałem, że warto o tym powiedzieć. W sumie, żeby dojść do takich przemyśleń również trzeba być w pewnym stopniu.. dorosłym 🙂

K.

Leave a Reply

4 thoughts on “Jak to jest być dorosłym?

  • Tekst dosłownie żenujący. Zaimponowałbyś, gdybyś rzeczywiście był tak dobry w tym co robisz i zarabiał na mieszkanie jako geodeta. Po co w takim razie studia i branie pieniędzy od rodziców? Dzięki takim osobom jak Ty tytuł naukowy przestaje mieć znaczenie.

    • Kasiu, bardzo dziękuję za Twoje uwagi. Niestety moje zdolności geodezyjne okazały się niewystarczające żeby zrobić zawrotną karierę w tym kierunku. Rodzice dawali mi pieniądze, bo widocznie we mnie wierzyli. Czy Ty nie wspomagałabyś swojego dziecka, które podjęło decyzję o dalszej nauce? Do tej pory nie usłyszałem, że ich zawiodłem – więc raczej pozwolą mi wrócić do domu, przynajmniej na święta 😉 Przepraszam, że zhańbiłem tytuł inżyniera, ale pomyśl ile wybitniejszych umysłów niż mój spełnia swoje marzenia za granicą zamiast pracować w kraju. Powyższy tekst nie miał na celu zaimponowania komukolwiek, to po prostu moja historia. Cieszę się, że go przeczytałaś i wyraziłaś swoją opinię. Pozdrawiam!

      • Czy szczytem Waszej ambicji jest wyjechanie za granicę aby po studiach pracować w kawiarni, mieszkać gdzieś na zapleczu i wszystko po to żeby zarobić w innej walucie? Gratulacje. Prowadzenie tego bloga ma na celu inspirowanie kogoś? Jaki plan na powrót do kraju? Podejście dorobkiewiczów, którzy wracając do kraju w wieku 25,26 lat nie wiedzą co zrobić z życiem 🙂

        • Jeżeli chodzi o nasze ambicje, chcemy już teraz zadbać o przyszłość poświęcając rok czy dwa na pracę w kawiarni i mieszkanie na zapleczu.
          Prowadzenie bloga ma na celu zainspirowanie ludzi do podejmowania świadomych decyzji. W żadnym z dotychczasowych wpisów nie padło stwierdzenie: Wyjedź za granicę, dorób się i żyj za zachodnie Franki. Każdy ma swój rozum i sam kieruje życiem wedle własnego uznania i tylko od niego zależy czy pójdzie naszymi śladami.
          Nie do końca rozumiem na jakiej podstawie oceniasz nasze podejście do życia i dlaczego z góry zakładasz, że nie będziemy wiedzieli co z nim dalej zrobić? 🙂 Po ślubie zamierzamy założyć rodzinę. Jak zauważyłaś, w momencie planowanego powrotu będziemy mieli po 25/26 lat. Czy to już za późno, żeby cokolwiek osiągnąć tylko dlatego, że nie poszliśmy do pracy w zawodzie od razu po zakończeniu studiów? Z tego co się orientuję, Ray Kroc założył McDonald’s w w wieku 53 lat – mamy trochę czasu 🙂
          Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge