Mediolan? Uważaj na swoje auto!

Wracam któregoś pięknego dnia z pracy i od progu słyszę K., który leży na łóżku i krzyczy: „ W przyszły wolny poniedziałek jedziemy do Mediolanu!”. Pytam po co!? Przecież nieco ponad 2 lata temu mieliśmy już okazję zwiedzić to miasto. Na co on mi odpowiada, że mamy niedaleko, że wtedy było niewiele czasu na zwiedzanie a poza tym był luty – teraz mamy koniec kwietnia i na pewno będzie dużo piękniejsza pogoda a skoro nie mamy innych pomysłów to czemu nie? Wsiadamy w samochód i jedziemy. Myślę sobie ok, w końcu to jest to co lubimy najbardziej – PODRÓŻE. Zaplanujmy więc ten dzień żeby na miejscu nie błądzić, nie szukać, nie denerwować się i nie tracić czasu. 🙂

Słońce czy deszcz?

Zaczęliśmy od sprawdzenia pogody. Poniedziałek – ciepło, bezchmurnie, warunki idealne. Do tego początek tygodnia, więc na pewno nie będzie takich tłumów (jakież było nasze zdziwienie na miejscu, ale o tym później!). Czego chcieć więcej!?

Co z autem?

Kolejna sprawa – parking. Chcąc znaleźć jakieś informacje nt. parkowania w Mediolanie, K. trafił na forum internetowe, gdzie znalazł kilka bardzo negatywnych wypowiedzi. Wniosek był jeden: jeśli Ci nie ukradną auta – to przynajmniej okradną. Nie ukrywam, że ta informacja trochę mnie przeraziła. Nawet jeżeli „tylko” wybiją nam szybę żeby się przekonać, że w środku NIC nie zostawiliśmy, to co wtedy!? Problemy murowane. Obce państwo, daleko od domu, my bez szyby.. Szybka zmiana decyzji – NIGDZIE NIE JEDZIEMY. Wyjazd odwołany. Nie mamy zamiaru zostawiać auta na parkingu i cały dzień się martwić czy oby na pewno wszystko z nim w porządku.

Nadzieja umiera ostatnia..

Kiedy emocje troszkę opadły, postanowiliśmy podejść do tematu jeszcze raz. Popytaliśmy znajomych w pracy, bo może ktoś był, może ktoś wie więcej, może to tylko internetowy ferment i tak naprawdę problemu nie ma.

Okazało się, że to jednak prawda. Jedynie auta na włoskich „blachach” są bezpieczne. Obcokrajowcy muszą uważać bo nie ma żartów i złodziei nie brakuje. Pojawiło się światełko w tunelu, kiedy jeden ze znajomych wspomniał o tzw. parkhaus`ach. Monitorowane 24h/7 parkingi, które są najbezpieczniejszą opcją. Postanowiliśmy więc zaryzykować. Usłyszeliśmy również kilka opowieści na temat tego, jak w Mediolanie jeździ się autem. Masz zielone światło? Nie szkodzi, uważaj bo ten na czerwonym nadal może uważać, że ma pierwszeństwo. Sygnalizatory skrętu? A co to takiego? Chcę to skręcam, nikomu nic do tego. I dużo innych, interesujących sytuacji.

Tak więc pomimo ekscytacji wyjazdem byliśmy również pełni obaw czy dobrze robimy i czy może jednak warto by było zmienić plany aby później nie żałować.Mediolan, Milano, to co lubimy najbardziej - podróże

W drogę!

W niedzielę poprzedzającą wyjazd skończyliśmy pracę ok. 23:00. Nastawiłam budzik na 5 rano. Chcieliśmy wyjechać około 7, żeby ominąć ewentualne korki i być na miejscu w miarę wcześnie. Kiedy zadzwonił budzik, powiedziałam do K.: nigdzie nie jedziemy, mamy dzisiaj wolne, jest  środek nocy, a ja po całym tygodniu muszę się w końcu wyspać. Koniec końców po kilku drzemkach zwlekliśmy się z łóżka i udało się wyjechać prawie wg. planu. Mieliśmy opóźnienie nie większe niż 20 min. 🙂

Autostrady w Szwajcarii są dość specyficzne – na bardzo dużej ilości odcinków ograniczenie do 80km/h to dość irytująca kwestia. Ponadto mieliśmy do pokonania tunel (swoją drogą drugi pod względem długości na Świecie – 17km). Zdarza się, że jest on zakorkowany bądź zupełnie zamknięty, więc mieliśmy pewne obawy, ale na szczęście udało się go przejechać bez żadnych problemów w obie strony.

Ahoj przygodo!

Po przekroczeniu granicy wiedzieliśmy już o co chodziło znajomym z pracy. Włosi naprawdę nie używają kierunków, jeżdżą „jak chcą”, są bardzo nieostrożni i ciężko wypatrzeć auto, które nie byłoby obite. Poza tym mam wrażenie, że ich ulubioną atrakcją za kierownicą jest używanie klaksonu. Mówię do K. uważaj, nie jedź tak szybko, bo nie chcielibyśmy żadnych niespodzianek. Posłuchał!

Po znalezieniu odpowiedniego, monitorowanego parkingu ruszyliśmy w trasę – na piechotę.

Zaczynajmy 🙂

Naszym pierwszym punktem na mapie był Łuk Pokoju (Arco della Pace). Znajdują się na nim sceny przedstawiające ważne wydarzenia z historii tego miasta. Ma 25m wysokości, ok. 24m szerokości i robi wrażenie.Łuk triumfalny, Mediolan, To co lubimy najbardziej - podróże

Zaraz za nim znajduje się ogromny (47 ha powierzchni!) Park Sempione. W środku znajdziecie spore jezioro, fontanny, i rozległe łąki, na których wymęczeni turyści bez problemu mogą poleżeć i naładować akumulatory.Park Sempione, to co lubimy najabrdziej - podróże, Mediolan, Milano

Wychodząc z drugiej strony parku naszym oczom ukazuje się Castello Sforzesco, czyli Zamek Sforzów – rodu, który około 1,5 wieku rządził Mediolanem. Na dziedziniec zamku można wejść bezpłatnie. Ciekawostka: znajduje się tutaj ponad 5 muzeów!Mediolan, Milano, to co lubimy najbardziej - podróże, Zamek Sforzów

Opuszczając dziedziniec zamku kierujemy się do głównego punktu Mediolanu, czyli Duomo. Po drodze mijamy piękną, dużą fontannę, urokliwe uliczki i masę turystów.

to co lubimy najbardziej - podróże, Mediolan, Milano, fontanna

Po pokonaniu nieco ponad 1km jesteśmy w najbardziej wyczekiwanym miejscu. Piękna Katedra Narodzin Św. Marii – symbol Mediolanu. Zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. Zbudowana w stylu gotyckim, jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych budowli nie tylko we Włoszech, ale i w całej Europie. Co roku przyciąga miliony turystów. Ma prawie 160m długości i ponad 90m szerokości. Co ciekawe, istnieje możliwość wejścia na dach katedry i podziwiania z niego panoramy miasta.Duomo, to co lubimy najbardziej - podróże, Mediolan, Milano, KatedraDuomo, to co lubimy najbardziej - podróże, Mediolan, Milano

Ostatni punkt na naszej mapie to Galleria Vittorio Emanuele – najbardziej ekskluzywne „centrum handlowe” Mediolanu. Oprócz wielu sklepów topowych projektantów mody, znajduje się tam również siedmiogwiazdkowy hotel. Podejrzewam, że ceny zarówno w butikach jak i hotelu mogą przyprawić zwykłego śmiertelnika o zawrót głowy. 🙂 Dodatkowo, na terenie galerii znajduje się ŻÓŁTY BYK – herb Turynu. Legenda głosi, że ten kto stanie na jego przyrodzeniu i okręci się wokół własnej osi będzie miał zagwarantowane szczęście i pomyślność . Ja próbowałam podczas pierwszej wizyty, K. teraz – liczymy więc, że legenda jest prawdziwa i szczęście nigdy nas nie opuści. 🙂Mediolan, Milano, to co lubimy najbardziej - podróże, Mediolan, Milano, Galeria Wiktora Emanuela II

A teraz opowiem Wam trochę o tym co mi się nie podobało. A co!

Pierwsza rzecz o czym już wspominałam – kultura na drodze. Mam wrażenie, że Włosi są baardzo niecierpliwi, ciągle w biegu. Wyprzedzają tam gdzie teoretycznie się nie da, skutery/motory wciskają się wszędzie, momentami byłam pewna, że wrócimy bez lusterek (!), trąbią nagminnie – na wszystko i na wszystkich. Ograniczenie prędkości? I co z tego, że znak stoi!? Oni wiedzą lepiej. Jak dla mnie, stresu co nie miara. 🙂

Kolejna kwestia – multum policji i wojska. WSZĘDZIE. Spacerujemy sobie klimatyczną, wąską, piękną uliczką aż tu nagle mijamy kilku żołnierzy z karabinami. Na każdym placu, przed parkiem, pod zamkiem, na placu pod katedrą.. wszędzie obstawa. Po co? Czy tam faktycznie jest aż tak niebezpiecznie? Nie mam pojęcia, ale szczerze mówiąc czułam pewien niepokój – w końcu nie są tam bez żadnej przyczyny.

Następna sprawa – TŁUMY TURYSTÓW. Nie było miejsca w centrum, gdzie dałoby się swobodnie przejść. W weekend – rozumiem, ale liczyliśmy że w poniedziałek będzie troszkę mniejszy tłok. Przeliczyliśmy się. Pod katedrą trzeba się było „przepychać”, o galerii Wiktora Emmanuela II nie wspomnę. Byliśmy tam dosłownie moment i mieliśmy serdecznie dość – ścisk niesamowity. 🙂

Czego boję się najbardziej na świecie?

I ostatnia sprawa. Coś co zapisało się w mojej pamięci z pierwszej wizyty a na tej wzbudzało największy niepokój. Pewnie słyszeliście, bądź widzieliście na własne oczy masę gołębi pod Duomo, które lgną do człowieka, nic a nic się nie boją i są wręcz „natarczywe”. Zdradzę Wam teraz swój największy sekret – PANICZNIE BOJĘ SIĘ GOŁĘBI!. Kiedy podczas pierwszej wizyty pod Katedrą podszedł do mnie czarnoskóry mężczyzna z ziarnem dla gołębi w garści a zaraz za nim przyleciało całe stado tych wstrętnych istot byłam pewna, że dostanę zawału i padnę na miejscu. Dosłownie. Mówię mu, że nie, że nie chce, że nie lubię gołębi i nie będę ich dokarmiać a on dalej wciska mi w rękę to ziarno.. Możecie się śmiać, ale dla mnie to było coś strasznego.. Masa natarczywych czarnoskórych, którzy na siłę chcą Cię uszczęśliwić, wciskają Ci w ręce ziarno a potem żądają niebotycznie wysokich kwot za garstkę pożywienia i zdjęcie z gołębiami, które jedzą Ci z ręki. Oczywiście lepiej z nimi nie dyskutować bo zaraz pojawia się ich więcej, zaczynają Cię otaczać i żądać zapłaty.. Nie ma co ryzykować.

Drugi typ ludzi to „przyjaciele”. Chodzą z bransoletkami, chwytają Cię za rękę, pytają skąd jesteś i w międzyczasie zawiązują to „coś” na Twoim nadgarstku na znak sojuszu, przyjaźni, gościny czy co tam sobie nie wymyślą. Oczywiście nie ma nic za darmo, omotany turysta i tak musi za to zapłacić a kiedy chce oddać „prezent” robi się problem. Koniec końców nie warto z nimi dyskutować, trzeba omijać szerokim łukiem i cieszyć widokami.Mediolan, Milano

Także to by było na tyle. Pomimo wielu uroków Mediolan ma również ciemne strony. Mimo wszystko, uważam że warto się tam wybrać.

A Wy? Mieliście już okazję odwiedzić to miasto? Co Was zachwyciło najbardziej a co wzbudziło negatywne odczucia? Koniecznie dajcie znać 🙂

Pozdrawiam,

M!

 

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge