Nasz dzień ślubu – czyli PRZEŻYLIŚMY TO!

Chociaż od naszego wesela minęło już 2 tygodnie – my dalej dochodzimy do siebie i próbujemy jakoś zorganizować nasze nowe życie. Obecnie jesteśmy na etapie małych, bardzo delikatnych remontów w miejscu, które przez najbliższy rok, może dwa będzie naszym wspólnym domem. Może dlatego ten post pojawia się tak późno – wcześniej nie miałam czasu go napisać. 🙂 Żeby już nie przedłużać zapraszam do dalszej lektury.

DZIEŃ ŚLUBU

Jak wiecie (albo i nie:)), nasze wesele odbyło się 2go marca. Można śmiało stwierdzić, że pogoda nam dopisała – nie padał ani deszcz ani śnieg, wiało, ale bardzo delikatnie a do tego temperatura utrzymywała się powyżej zera. Zaryzykuję i powiem, że jak na tę porę roku, warunki mieliśmy idealne. Zwłaszcza porównując pogodę z kolejnej soboty.. 😀 Dużo przyszłych panien młodych pytało czy tego dnia był stres. Powiem Wam tak, dopóki nie zobaczyłam kamerzysty u siebie w domu a zaraz potem Karola wjeżdżającego na podwórko – nie było żadnych stresów i obaw. Cały ranek czułam się świetnie – jakbym miała być tego dnia gościem a nie panną młodą. Moment witania Karola a następnie jego gości delikatnie mnie zestresował, ale po chwili wszystko przeszło i znów była sama radość. 😉

ŚLUB

Mszę mieliśmy o godz. 15tej. Już ok. 10/15 min wcześniej staliśmy w Kościele i czekaliśmy na rozpoczęcie. Oczywiście koledzy Karola nie mogli sobie odmówić żarcików i pytali czy przypadkiem nie chce się biedny wycofać – w końcu to ostatni moment. Na szczęście został.. 😀 Podczas mszy towarzyszył nam lekki stres, baliśmy się że nie wyjdziemy w odpowiednim momencie pod ołtarz albo, że się pomylimy i powiemy coś nie tak. Wiecie – różne głupie myśli przychodzą nam do głowy – z perspektywy czasu, zupełnie nie ma się czym przejmować. Ksiądz nas poprowadził przez całą ceremonię i nie było żadnych wpadek. No może poza jednym śmiesznym incydentem, kiedy to Karol chciał mi zakładać na palec swoją obrączkę. Ksiądz jednak czuwał i w odpowiednim momencie powiedział: „bierz małą!”. Także uff, przeżyliśmy to. 😀

ŻYCZENIA

Kolejna część odbywała się już na sali. Pomimo, że pogoda (jak na marzec) dopisała, wciąż było za zimno na życzenia przed Kościołem. Ta część zajęła nam bardzo dużo czasu – mieliśmy ok. 210 gości i jednak trochę trwało zanim każdy podszedł z życzeniami. W tym momencie cały stres się ulotnił a zastąpił go głód. Po obiedzie, przyszedł jeszcze czas na pierwszy taniec – tutaj też podeszliśmy do tematu na spokojnie. Nie mieliśmy żadnych wyuczonych układów, więc nie było się czego bać. Zatańczyliśmy tak, jak tańczymy ze sobą od kilku lat. I jeżeli jesteście z osób, które panikują, wszystkim się przejmują i są wiecznie zestresowani – polecamy takie rozwiązanie. Komfort psychiczny jest zdecydowanie większy niż przy wyuczonym układzie. W końcu macie się dobrze bawić a nie liczyć kroki i się stresować!

wesele, ślub, nasz dzień, dzień ślubu, wpadki ślubne, weselne wpadki, organizacja wesela, obrączki, msza św

PODZIĘKOWANIA, TORT, OCZEPINY

Tuż przed 22 zrobiliśmy jeszcze podziękowania, odśpiewaliśmy STO LAT i wręczyliśmy drobne upominki rodzicom, chrzestnym i babci. Od razu po tym wjechał tort (pyszny!), potem o 24 odbyły się oczepiny i zabawa do białego rana. Cała dalsza część to już totalny luz – no bo czym mieliśmy się jeszcze przejmować? Wszystko już było za nami, pozostało się dobrze bawić.

Jeżeli chodzi o oczepiny oprócz standardowych zabaw, tj. rzucanie welonem, muchą i zbieranie na wózek, wybraliśmy dwie dodatkowe konkurencje. Pierwsza z nich to „ręka, noga” – kilka par na dany znak zostawia na parkiecie poszczególne części ciała, np. dwie nogi i ręka, bądź jedna noga i jedna ręka. Druga zabawa to „jaka to melodia”. Myślę, że wszyscy ją znają. Dwie drużyny słyszą jakiś utwór i zgadują co to za piosenka. Zależało nam na takich oczepinach, które przyniosą dużo śmiechu, ale nie będą niebezpieczne (jak np. zabawa w ZOO, której jestem totalnym przeciwnikiem), lub z podtekstami. Chcieliśmy, aby goście dobrze się bawili i nie czuli skrępowania. Mamy nadzieję, że udało nam się to osiągnąć.

wesele, ślub, nasz dzień, dzień ślubu, wpadki ślubne, weselne wpadki, organizacja wesela, obrączki, msza św, tort weselny

CZY COŚ POSZŁO NIE TAK?

Wiem, że nie zabraknie pytań o to czy wszystko poszło po naszej myśli i czy mieliśmy jakieś „wpadki”. Ja sama będąc przed lubiłam czytać o takich drobnych niedociągnięciach po to, abym sama mogła ich uniknąć. Powiem Wam jednak, że tego dnia jest tyle spraw na głowie, że zawsze coś może „nie wyjść”. Nie jesteśmy w stanie kontrolować wszystkiego, wiele rzeczy nie zależy po prostu od nas i trzeba to przyjąć ze spokojem. Pamiętajcie, że to jest Wasz dzień i po prostu się nim cieszcie. W końcu nigdy więcej się nie powtórzy. Wracając do tematu – nie mieliśmy żadnych większych wpadek – i tutaj chyba mogę mówić o wielkim szczęściu bo zaraz przeczytacie o sytuacji, która miała miejsce tuż przed przyjazdem Karola, a przez którą cała uroczystość mogła być jedną, wielką klapą.

WPADKA NR. 1

A więc tak jak wspomniałam – tuż przed przyjazdem Karola pojawiły się w moim domu najlepsze przyjaciółki (pozdrawiam Was serdecznie:D). Plan był taki, aby wypić lampkę szampana – ostatnią panieńską, w gronie najbliższych. Wzięłam butelkę do ręki, chciałam jedynie zdjąć „folijkę” i oddać ją komuś innemu do otworzenia. Co się jednak stało? Szampan po prostu wybuchł mi w rękach. Korek odbił się od mojego oka a cała zawartość tylko cudem nie wylała się na suknię. W ostatniej chwili odsunęłam od siebie rękę z butelką w ręku i wszystko wylało się na dywan. Dodam tylko, że szampan był koloru różowego.. Wiecie co by było gdyby korek zostawił mi pod okiem śliwę a suknia byłaby cała zalana na różowo? Dramat! Na szczęście los mi sprzyjał i na strachu się skończyło, oko było całe, jedynie trochę połzawiło (ale nawet nie rozmazało makijażu) a po szampanie ucierpiał tylko dywan – nie moja suknia. Także ostrzegam przyszłe panny młode – nie róbcie tego w domu. Poproście o otworzenie butelki tatę bądź brata lub kogokolwiek.

wesele, ślub, nasz dzień, dzień ślubu, wpadki ślubne, weselne wpadki, organizacja wesela, obrączki, msza św, szampan

WPADKA NR. 2 I 3 

Kolejna sytuacja miała już miejsce w Kościele. Zaplanowaliśmy sobie, że obrączki zaniesie nam para maluchów z rodziny. Nie znaleźliśmy jednak tak odważnych ochotników, więc w planie było, że obrączki będzie miał starszy. W dzień wesela znalazł się mały, odważny bohater, który podjął się zadania. Niestety okazało się, że nie dojedzie na czas i spóźni się na ślub, więc wróciliśmy do starej wersji i obrączki w ostateczności niósł starszy. Kolejna sytuacja, o której już wspominałam to moment nakładania obrączek kiedy to Karol chciał założyć mi swoją, ale ksiądz go naprowadził na właściwe tory. No i idźmy dalej.. nie wiem czy z emocji czy dlaczego, ale palce tak nam spuchły, że ani moja obrączka ani Karola nie chciały nam wejść na palce i oboje musieliśmy je wciskać na siłę. Przynajmniej było wesoło. 😛

wesele, ślub, nasz dzień, dzień ślubu, wpadki ślubne, weselne wpadki, organizacja wesela, obrączki, msza św

WPADKA NR. 4

Z rzeczy organizacyjnych – planowaliśmy wydrukować samodzielnie numerki na stoły pasujące do całej reszty papeterii ślubnej oraz karty menu, które miały znaleźć się na stołach. Już kilka miesięcy wcześniej zakupiliśmy piękne złote ramki mające dopełniać efekt. Jednak w natłoku wszystkich spraw, które musieliśmy załatwiać w ostatnich dniach – całkiem o tym zapomnieliśmy. Nie było więc kart menu na stołach, a numerki pojawiły się klasyczne – dostępne na sali weselnej. Myślę jednak, że jest to naprawdę drobny szczegół i po prostu się tym nie przejęliśmy. 🙂

I to by było na tyle!

PODSUMOWANIE

Na koniec krótkie podsumowanie. Zarówno sala bankietowa, w której organizowaliśmy wesele jak i zespół, na który się zdecydowaliśmy – stanęli na wysokości zadania. Jedzenie było przepyszne, obsługa na wysokim poziomie, wszystkie szczegóły dopięte. Goście bawili się świetnie, usłyszeliśmy masę pozytywnych komentarzy na temat orkiestry. Parkiet całą noc był pełny, więc jeszcze raz bardzo dziękujemy i polecamy z całego serca. Jeżeli chodzi o video i foto – na materiały musimy czekać ok. dwóch miesięcy. Widzieliśmy jednak poprzednie realizacje i jesteśmy zupełnie spokojni o efekt końcowy. 🙂

Podsumowując – było PIĘKNIE. Nie mogliśmy sobie wymarzyć lepszego scenariusza na nasz dzień ślubu. Bardzo dziękujemy wszystkim gościom, którzy tego dnia byli z nami. A wszystkim przyszłym parom młodym życzymy spokoju, opanowania i spełnienia wszystkich oczekiwań związanych z tym ważnym dniem.

Pozdrawiam!

M.

Leave a Reply

3 thoughts on “Nasz dzień ślubu – czyli PRZEŻYLIŚMY TO!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge