Dopadła nas szwajcarska biurokracja!

Cześć wszystkim! Dzisiaj kilka słów na temat znienawidzonej przez Polaków biurokracji. Już sama nazwa potrafi przyprawić o gęsią skórkę. Kolejki, sterty często dublujących się dokumentów, powszechna nieufność i traktowanie interesanta jako potencjalnego oszusta. No dobra, pojechałem trochę po bandzie, ale ogólnie rzecz ujmując temat nie należy do najprzyjemniejszych. 😉dopadła nas szwajcarska biurokracja, szwajcarska biurokracja, szwajcaria

Przyjeżdżając pierwszy raz do Szwajcarii byliśmy pełni obaw jak poradzić sobie z załatwieniem wszelkich formalności. Jako imigranci musimy zameldować się w przynależnej gminie, wyrobić tzw. Ausländerausweis, wykupić ubezpieczenie, itp. Mieliśmy szczęście, gdyż nasz poprzedni szef praktycznie wszystko za nas organizował. Począwszy od stania z nami w kolejce do okienka w gminie po znalezienie najkorzystniejszej oferty ubezpieczeniowej. Złoty człowiek!

Po przeprowadzce do innego kantonu cała procedura musiała być powtórzona, tym razem bez ‘’Anioła stróża’’ 🙂 Nie przejmowaliśmy się koniecznością odwiedzin w urzędzie, gdyż przez kilka miesięcy pobytu w tym kraju zdążyliśmy się zorientować jak to wygląda u dalekiego sąsiada. Przede wszystkim wiele rzeczy można załatwić drogą mailową! Nie ma konieczności przemierzać setek km po jakiś dokument, który należy odebrać z poprzedniego miejsca zameldowania. W naszym przypadku był to kanton Zurych. Wystarczyło wystosować odpowiednią prośbę i już na drugi dzień uprzejma Pani urzędnik przesłała nam brakujące papiery. Podobnie było w przypadku umowy na usługi telekomunikacyjne. Rozwiązanie odbyło się przez telefon. 2 minuty i z głowy. 🙂 Umowę z poprzednim ubezpieczeniodawcą także zakończyliśmy drogą mailową. W dodatku udało nam się anulować ostatni wystawiony rachunek, gdyż odnosił się do miesiąca, w którym nie mieliśmy zamiaru korzystać z ich usług. Podejście pro klienckie!

Dzisiejsza wizyta w nowym urzędzie gminy utwierdziła nas w przekonaniu, że nie ma się czego bać, a urzędnicy nie gryzą. 🙂 Powiedzieliśmy z czym przychodzimy, po czym wyłożyliśmy na biurko dokumenty. Ograniczyło się to do: umowy o pracę, paszportów, dokumentu potwierdzającego wymeldowanie z poprzedniej gminy i starego Ausweisu (taki nasz dowód osobisty). Pan w okienku wypełnił za nas jeden formularz i po sprawie! Jedynie imiona naszych rodziców musieliśmy sami wpisać, gdyż KRZySZtof było ponad jego siły. Trochę jak w scenie z filmu ”Jak rozpętałem drugą wojnę światową’’ gdzie słynny Franciszek Dolas dyktował Niemcowi wymyślone dane. Ot taka anegdotka. dopadła nas szwajcarska biurokracja, szwajcarska biurokracja, szwajcaria, urząd, gemaindeBrakowało nam polisy ubezpieczeniowej, jednak wystarczy ją donieść w najbliższym czasie 🙂 Cała procedura trwała z 10 minut. Nie zmarnowaliśmy połowy wolnego dnia na bieganie po urzędach, gdyż wszystko znajduje się w jednym budynku. I pomimo tego, że nie zamieniłbym Polski na żaden kraj to pod względem biurokracji musimy się jeszcze wiele nauczyć. 🙂

A jakie wy macie doświadczenie z urzędnikami? Być może w waszych miejscowościach biurokracja staje na wysokości zadania?

dopadła nas szwajcarska biurokracja, szwajcarsdka biurokracja, biuro, urząd, garnitur

Pozdrawiam i miłego dnia!

K.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge