Zwolnili nas z pracy

Stało się to, czego obawialiśmy się od samego początku. Restauracja na siebie nie zarabia. Ludzie przychodzą do pracy, każdemu trzeba zapłacić a gości jak na lekarstwo. Nie licząc imprez okolicznościowych bywały dni, kiedy nie odwiedzał nas zupełnie nikt. O ile dla nas nie stanowiło to rażącego problemu, właściciele hotelu i restauracji byli w sporych tarapatach. W międzyczasie zmienili szefa kuchni będącego bohaterem kilku naszych wpisów. Na niewiele się to zdało. Poza poprawą atmosfery na kuchni nic się nie zmieniło. Ostatnie 1,5 miesiąca pracowaliśmy nie więcej niż 5 godzin dziennie. Pieniążki się zgadzały, ale upadek naszej wieży był tylko kwestią czasu. Nikt tego nie ukrywał. Z jednej strony baliśmy się o swoją posadę, z drugiej współczuliśmy właścicielom. Pod koniec listopada musieliśmy się z tym pogodzić – zwolnili nas z pracy.

Co TERAZ?

Otrzymaliśmy wypowiedzenia. Rozmowa z szefem nie była wesoła – każdy z nas rozumiał powagę sytuacji. Zamknięcie restauracji dla nikogo nie było dobrą informacją. W końcu nasze plany wiszą na włosku a ludzie dla których pracujemy mają kłopoty finansowe. Szef kilka dni wcześniej sugerował nam, że taka sytuacja może mieć miejsce. W zasadzie nie musiał tego robić – na jego miejscu zrobiłbym to samo. Obyło się bez łez i użalania. 😉zwolnili nas z pracy, telefon

Od razu wzięliśmy się do pracy. Zima to dosyć trudny okres, wielu potencjalnych pracodawców ma w tym okresie sezonowy przestój. Nie zrażając się, następnego dnia odświeżyliśmy nasze CV i rozpoczęliśmy poszukiwania. Oferty polskich pośredników raczej nas nie zadowalały – z wiadomych powodów. Postanowiliśmy wyruszyć w tournée po okolicznych biurach zajmujących się pośrednictwem pracy. Szybko zderzyliśmy się ze ścianą. Pierwsze było tylko dla osób zajmujących się IT, drugie dla uczących się w Szwajcarii, w 3 otrzymaliśmy KARTECZKĘ z adresem strony na której możemy szukać ogłoszeń. 4 i 5 nie udało nam się nawet znaleźć lub prawdopodobnie zakończyły swoją działalność. Niepocieszeni wróciliśmy do mieszkania, gdzie czekały na nas zakładki z ofertami pracy. Bez większych nadziei zaczęliśmy wysyłać dokumenty. Nie znoszę tej roboty, ale przecież trzeba. Nie chcieliśmy wyjeżdżać z poczuciem, że można było dać z siebie więcej w czasie poszukiwań. Prawie cały następny dzień spędziliśmy przed komputerami szukając jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Ze skrzynki wyfrunęło kilkadziesiąt plików do różnych miejsc w całym kraju.

Punkt zwrotny

Na efekty nie trzeba było długo czekać. Już następnego ranka otrzymaliśmy pierwsze odpowiedzi. Negatywne. No cóż, sezon zimowy w zasadzie się zaczął – większość górskich hoteli jest już obstawiona. Ponadto w wiadomościach zaznaczaliśmy, że zależy nam na pracy razem, w tym samym miejscu. Nie każdy potrzebuje aż dwóch osób. Nie mogliśmy nic na to poradzić, więc jeszcze tego samego dnia opracowaliśmy dla nas plan awaryjny. Burza mózgów. Poza pracą na etacie wymyśliliśmy 3 ‘interesy’, które możemy spróbować rozkręcić od razu po powrocie do kraju. Nasze położenie było znacznie lepsze niż mogło nam się wydawać. Po południu odwiedziła nas kierowniczka z nietypową wiadomością. Poprosiła, żebyśmy przyszli szybko do restauracji bo ma dla nas coś fajnego, z czego będziemy się cieszyć. Pierwsze co mi przyszło na myśl to drugi tego dnia obiad. Nie wiem dlaczego. 😉 Na miejscu okazało się, że było to coś znacznie lepszego. Nasz przełożony odpowiedzialny za dokumenty (za szefa kuchni przyszły dwie osoby – Pani menager oraz wyżej wymieniony Pan odwiedzający nas 2-3 razy w tygodniu aby zrobić porządek w papierach) właśnie coś dla nas drukował. Była to mapa dojazdu do jednego z hoteli na południu Szwajcarii, gdzie wyraził zgodę abyśmy odbyli ‘3-dniowy dzień próbny’. Wszystko jasne. Osoby zainteresowane współpracą nie kontaktowały się bezpośrednio z nami, tylko z naszym przełożonym, w celu uzyskania referencji. Szef sam zaproponował, abyśmy w wiadomościach podawali też jego nr. telefonu – to na pewno uwiarygodni nas w oczach pracodawców. Następnego dnia otrzymaliśmy od niego kolejne 2 miejsca, w których możemy znaleźć zatrudnienie. Dodatkowo, sami dostaliśmy co najmniej 5 e-maili i 2 telefony od osób zainteresowanych naszą aplikacją.

zwolnili nas z pracy, rozmowa kwalifikacyjna, mailzwolnili nas z pracy, rozmowa kwalifikacyjna, mail

zwolnili nas z pracy, rozmowa kwalifikacyjna, mail

Mogliśmy odetchnąć z ulgą. Fajne uczucie, że zawsze ma się jakaś alternatywę. Kilka osób potrzebowało pracowników od zaraz, a przecież do końca miesiąca wiąże nas umowa z obecnym pracodawcą. Dodatkowo ciężko było zaplanować wyjazdy na rozmowy do miejsc oddalonych czasami o 3-4 godziny drogi. Trzeba było podjąć jakąś decyzję.

Pierwsze koty za płoty

Po drodze do restauracji w której mieliśmy spędzić 3 dni, umówiliśmy się na spotkanie z właścicielami niewielkiego hotelu w okolicach Luzerny – trochę ponad 70 km od nas. Mały spam zdjęciowy z odwiedzin można było śledzić na naszym Instagramie 🙂 Na miejscu zostawiliśmy samochód na parkingu i udaliśmy się na peron kolejki linowej – jedynego połączenia wioski Stoos ze światem. Jednorazowy bilet kosztuje 8 CHF/os, jednak przy kasie biletowej miła pani poinformowała nas, że nasz przejazd jest już opłacony przez Panią S. – właścicielkę hotelu. zwolnili nas z pracy, góry, Szwajcaria, wyciąg linowyzwolnili nas z pracy, góry, Szwajcaria, wyciąg linowyzwolnili nas z pracy, góry, Szwajcaria, wyciąg linowy

Do pokonania czekało nas jeszcze jakieś 500 m pieszo. Widoki w zupełności rekompensowały nam mocno zaśnieżoną trasę. Po 1,5 godzinnej rozmowie zdecydowani byli zatrudnić nas od wcześniej ustalonego terminu. Ze spokojną głową mogliśmy wyruszać w dalszą trasę.

Dni próby

Po kolejnych 4 godzinach byliśmy już jakieś 100 km. od francuskiej granicy. Po nocy spędzonej w hotelu pojechaliśmy do miejsca pracy oddalonego o kolejne 20 km. Okazało się, że nie tylko miejscowość Stoos ma oryginalną komunikację. Na miejscu czekał na nas wyciąg narciarski, którym dotarliśmy na wysokość 1770 m n.p.m. Krótka rozmowa z kierowniczką, rozpakowanie bagażu i do pracy! 🙂 Czas płynął nam bardzo szybko – nowi ludzie, nieco inne obowiązki, chęć pokazania się z jak najlepszej strony. Ostatni dzień był decydujący. Poprosiliśmy szefową o rozmowę. Ku naszej uciesze w jej oczach wypadliśmy bardzo dobrze i wkrótce możemy zacząć współpracę. Chwilę później byliśmy już spakowani i gotowi do drogi powrotnej w okolice Zurychu.zwolnili nas z pracy, góry, Szwajcaria, wyciąg linowy

Wieczorem, tak jak obiecaliśmy, poinformowaliśmy Panią S. o naszym wyborze. Mimo wszystko dni próbne dają lepszy obraz niż sama rozmowa z właścicielami. Kierowaliśmy się intuicją, licząc, że nas nie zawiedzie. W każdym razie, jesteśmy dalej w grze. 🙂

A jak wyglądają wasze doświadczenia związane z szukaniem nowej pracy? Podzielcie się w komentarzach. 🙂

K.

Leave a Reply

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge